Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
Dzień jak co dzień. Opierdoliłam szefową, a raczej pseudo-szefową, bo zdolności zarządzania ludźmi na poziomie ameby. I tak sobie myślę, że o moim wyjeździe babsztyl dowie się jako ostatni. Muszę tylko odpowiednią bajkę dorobić.
Teraz stoję przy garach. Mieszkanie w bloku ma to do siebie, że człowiek szybko łapie zapachy sąsiedzkich dań. Wczorajsza pomidorowa, wyczuwalna na balkonie, dzisiaj zmaterializowała się u mnie. Ciekawe czy sąsiedzi reagują tak samo na moje curry, mięsiwa. itp.
W 12 godzin zdążyłam upić się i zatańczyć przed dawną szkołą, przejechać się bez kasku motorem, a potem na pace dostawczaka, a wszystko skończyło się 3 godzinnym, porannym egzaminem na pełnym kacu.
Przyszedł email z Ambasady szybciej niż się spodziewałam. Wyjazd z Polski stał się faktem. Końcówka lipca i już mnie tu nie będzie.Pewnych decyzji nie można odkładać w nieskończoność, bo same się o nas upomną prędzej czy później. Radykalne zmiany są czasami konieczne.
Mój własny organizm mnie nienawidzi i postanowił to zaprezentować dobitnie w ten weekend. Od dziś jestem potulna i przeproszę się z warzywniakiem, a alkohol na pewien czas wykreślam z jadłospisu. Na samo słowo "alkohol" mam odruch wymiotny, a wcale nie sponiewierałam się aż tak bardzo.
Wczoraj po północy i jednym browarze, który spowodował u mnie stan upojenia alkoholowego z powodu zbyt wysokiej temperatury w mojej głowie zaczęły się rodzić dziwne pomysły pod hasłem "co dalej?" I nagle w mojej głowie zaświtał pomysł, żeby po emigracji zapisać się na kurs burleski.Wklepałam hasło w Google oraz nazwę miasta docelowego i co? Jest nie tylko kurs w różnych wersjach począwszy od zajęć baletowych,uczących gracji i poruszania się skończywszy na striptease burlesque ale nawet festiwal burleski. Może starczy mi odwagi, czasu i pieniędzy...
Nienawidzę upałów. Zimą człowiek się schowa pod kołdrą z kubkiem kakao a tutaj co najwyżej dostanie zapalenia zatok, jeśli ma klimę.Szlag trafił delikatną wiosnę.
Steed dostał potwierdzenie rozpatrzenia wizy, ja jeszcze nie, więc stres mam niemały. A kiedy w końcu planuję porządne picie na mieście, to ma się zmienić pogoda...
Dziwne. Nadal nie dociera do mnie jak dużo ma się zmienić w moim życiu. Czy będę kimś innym?
Ostatnimi czasy mam dziwną słabość do męskich głosów i tych niskich i tych chropowatych. Można to nazwać "syndromem dostawcy pizzy" bazując na doświadczeniu pewnej bliskiej mi kobietki, która kiedyś przed jakieś 10 minut nie chciała wpuścić dostawcy pizzy, bo tak fantastycznie brzmiał jego głos przez domofon.
Niektórych głosów można słuchać bez przerwy...
Nigdy więcej solnej groty. 45 minut gapienia się na diody led przy akompaniamencie keyboardowej muzyki relaksacyjnej i 15 stopniach Celsjusza to już zdecydowanie za dużo!
Oprócz postanowień piknikowych doszło też kino na powietrzu. Wystarczy stare prześcieradło, rzutnik i dobre głośniki. Póki komary nie zaatakują.
Moje dalsze życie waży się w rękach urzędasów. Mój organizm ma dziwne masochistyczne ciągoty i atakuje co rusz nową wersją bólu. Moja szafa musi w magiczny sposób się opróżnić, a ja muszę nie zwariować w tymczasowym miejscu pracy. I za nic w sobie nie potrafię wykrzesać ani odrobiny kreatywności tak po prostu dla samej siebie. Zostaje tylko YouTube i oglądanie pomysłów innych
. Dobranoc.
-
innewyork:
Pokaż wszystkie (1) ›